Rozparagrafowani

Twój syn nie płaci alimentów? Zapłacisz ty – dziadek

Twój syn nie płaci alimentów. Nie pierwszy, nie ostatni. W Polsce to niemal sport narodowy – unikanie obowiązku alimentacyjnego. Facet, który potrafi w sekundę zrobić kolejne dziecko, nagle nie potrafi znaleźć kilkuset złotych miesięcznie na jego utrzymanie. A potem znika. Z konta, z życia, z odpowiedzialności.

Ale rachunki nie znikają. I tu zaczyna się groteska, w której nie ma nic zabawnego. Na scenę wkracza twoja była synowa. Nie z pierogami na święta, tylko z pozwem o alimenty. I nagle to nie on, twój syn, nieodpowiedzialny jak nastolatek w ciele dorosłego, tylko ty – dziadek – stajesz się winny. Nie winny braku miłości, winny braku pieniędzy.

Prawo rodzinne nie zna litości. Dziecko musi żyć, musi jeść, musi się uczyć. Jeśli ojciec nie płaci, alimenty od dziadków są nie tylko możliwe, one są realne. Sąd nie pyta, czy masz emeryturę niższą niż jego miesięczny rachunek w barze. Nie pyta, czy ci się chce. Pyta tylko: kto zapłaci? Jeśli nie syn – zapłaci dziadek.

To nie jest bajka o rodzinnej solidarności. To dramat, w którym syn nauczył się tchórzostwa, a ty dostajesz rachunek za jego porażki. Kiedyś kupowałeś mu kurtkę na zimę, teraz masz płacić za kurtkę twojego wnuka, bo on akurat gra w chowanego z własnym sumieniem.

Alimenty to nie prezent. To nie jałmużna. To prawo dziecka. A obowiązek alimentacyjny działa jak grawitacja – nie uciekniesz od niego. Możesz udawać, że go nie widzisz, możesz pisać w internecie, że „to niesprawiedliwe”, ale kiedy listonosz przyniesie ci wezwanie z sądu, zrozumiesz jedno: prawda nie pyta o twoją opinię.

Największy wstyd? Nie to, że dziadek płaci alimenty. Największy wstyd to ojciec, który do tego dopuścił. Syn, który zostawił swoje dziecko w sądowych papierach, a własnego ojca w roli sponsora. Niech żyje polska tradycja: syn bawi się w wolność, a rachunek dostaje rodzina.

Z poważaniem Aneta Naworska