Rozparagrafowani

Dziecko nie jest plastrem na nieobecność partnera

Nieobecność ojca a emocje dziecka – smutne dziecko siedzące tyłem na podłodze obok pustego miejsca.

Nieobecność ojca a emocje dziecka tworzą pejzaż, którego nie da się zagłuszyć zabawkami, terapią ani matczyną nadprodukcją czułości. Brak ojca w życiu dziecka jest jak przeciąg w zamkniętym domu — niby nic nie widać, ale wszystko drży. W takich domach matka staje się całym światem, choć nikt nie pytał, czy ma siłę udźwignąć kosmos. W nocy zasypia z poczuciem winy, że znów była za miękka, za twarda, za bardzo… cokolwiek.

W tym kraju jest jedna prawda, o której nikt nie mówi głośno: dziecko jest najczęściej pierwszą ofiarą czyjejś dorosłej samotności. I pierwszym zakładnikiem czyjejś nieprzepracowanej tęsknoty.
Zwłaszcza wtedy, kiedy ojciec znika szybciej niż jego moralność.

Ojcowie w Polsce to często gatunek migrujący. Pojawiają się w sezonie — na święta, na Instagramie, na momentach, które pachną obowiązkiem, ale nie mają w sobie wysiłku. Potrafią zrobić zdjęcie z dzieckiem, ale nie potrafią zrobić rozmowy.
Przyjeżdżają jak kurier – dostarczyć siebie na kwadrans i wrócić do życia, w którym dziecko jest tylko dopiskiem, a nie treścią.

I wtedy zostaje ona.
Matka.
Na pełnym etacie w firmie „Ratuję Dziecko Przed Całym Światem”, z prezesem-duchem, który widnieje tylko w nazwisku na metryce.

Matki są genialne. Tak genialne, że potrafią pokochać tak mocno, aż zaczynają dziecko gubić we własnych emocjach.
Chcą być potrzebne. Niezastąpione. Idealne.
I z tej potrzeby robią z dziecka centrum wszechświata, którego nie da się później wyprowadzić na spacer bez mapy i terapeuty.

Nie każda matka, ale wiele — robi z dziecka lustro, w którym przegląda swoją samotność.
„Kochanie, ja wszystko dla ciebie.”
Tłumaczenie dobre jak krem pod oczy — zakrywa zmęczenie, ale nie zmienia rzeczywistości.

Czasem matka zagania dziecko w pułapki, które z zewnątrz wyglądają jak troska.
Wpływa na decyzje, na emocje, na kontakty.
Podsuwa rozwiązania, które bardziej leczą ją niż dziecko.
Układa świat tak, żeby tylko ona była ostoją, bo jeśli dziecko przestanie jej potrzebować, to co zostanie? Cisza. A tej boi się najbardziej.

I te dzieci później wybuchają.
Nie dlatego, że są „trudne”.
Dlatego, że są przeciążone cudzymi emocjami.
Dlatego, że zamiast zdrowych granic dostały instrukcję obsługi cudzej samotności.

Widziałam dzieci, które miały 7 lat, a w oczach 40-letni lęk. Widziałam 10-latków, którzy zachowywali się jak terapeuci swoich matek, i 14-latków, którzy już wiedzieli, że tata wróci tylko wtedy, gdy będzie miał czas wolny między siłownią a nową partnerką.

I widziałam matki, które kochały za mocno – bo ktoś inny kochał za mało.
Ale nadmiar czułości to też przemoc. Miękka, cicha, w białych rękawiczkach.
Przemoc, która uczy dziecko, że nie ma prawa do własnej autonomii, bo matka wie lepiej, czuje mocniej, decyduje szybciej.

Najtrudniejsza prawda?
Dziecko nie potrzebuje matki-bogini.
Potrzebuje matki-człowieka.
Takiej, która powie: „Jestem przy tobie, ale nie jestem tobą”.
Takiej, która zrozumie, że jej miłość nie musi zastępować ojca, świata i całej planety emocjonalnych braków.

Bo dziecko nie jest plastrem naklejonym na nieobecność ojca.
I nigdy nie powinno być.

Matki, które od lat dźwigają na swoich barkach nieobecność mężczyzny i nadmiar emocji dziecka, często zostają same na polu bitwy, gdzie walczy się ciszą, lękiem i powtarzanym w myślach „muszę dać radę”. I właśnie wtedy potrzebne jest miejsce, w którym ktoś wreszcie widzi nie tylko „trudne dziecko”, ale też zmęczoną kobietę stojącą za nim.
Takim miejscem jest Centrum Diagnozy Autyzmu Parasol­ka – przestrzeń, gdzie matki dostają nie oceny, lecz zrozumienie, narzędzia i spokój. Gdzie ktoś potrafi nazwać to, co one latami czuły pod skórą.

Jeżeli chcesz posłuchać rozmowy adwokat Anety Naworskiej z psychologiem Barbarą Lorek o granicach, emocjach dziecka i współczesnym rodzicielstwie — zajrzyj do odcinka “Granice, emocje, miłość. O wychowaniu dzieci we współczesnym świecie”. Dowiesz się, jak często miłość mylimy z nadopiekuńczością i dlaczego dzieci potrzebują dorosłych, którzy potrafią stawiać granice.