Nikt ci nie powie, że rozprawa rozwodowa pachnie stresem. Nie różami. Nie nowym początkiem.
Pachnie nerwowym potem, wyschniętym gardłem i dezynfekcją w toalecie sądu okręgowego.
Pachnie krzesłami, na których siedzisz, jakby miały odcisnąć na tobie piętno: rozwódka.
Kiedyś myślałaś, że rozwód to scena z filmu. On z walizką, ty z łzami, dziecko śpi w pokoju, a w tle leci smooth jazz.
Rzeczywistość jest bardziej prozaiczna. On nie ma walizki, tylko nową partnerkę. Ty nie masz łez – bo wypłakałaś je już dawno, między czyszczeniem zlewu a wizytą w poradni pedagogicznej.
A teraz masz stanąć przed sędzią i odpowiedzieć na pytanie:
czy więź emocjonalna ustała?
Co masz powiedzieć? Że emocjonalnie to byś go chętnie przejechała walcem, ale fizycznie nadal musicie współdzielić kuchnię, bo rata kredytu nie zna pojęcia „rozpad więzi”?
Rozprawa rozwodowa to teatr bez suflera. Nie wiesz, kiedy masz mówić, a kiedy milczeć. Nie wiesz, czy „tak, wyszłam z domu” brzmi jak przyznanie się do winy, czy jak przejaw zdrowego rozsądku.
A przecież wystarczyłoby, żeby ktoś ci to wcześniej wytłumaczył.
Nie duchowny, nie przyjaciółka z Facebooka, tylko ktoś, kto widział, jak ten spektakl wygląda od kulis.
To dlatego powstał Przewodnik po rozprawie rozwodowej – żebyś wiedziała, czego się spodziewać.
Bo wiesz, co jest bardziej upokarzające niż zdrada?
Niewiedza.
Ta bezradność, gdy wchodzisz do sali, a protokolantka nawet nie podniesie wzroku.
Gdy sędzia mówi tonem nauczycielki od fizyki: „proszę mówić do sądu”, a ty masz ochotę zapytać: „a gdzie on jest?”.
To nie jest książka o paragrafach. To mapa dla kobiet, które zgubiły kierunek w życiu, a teraz mają przejść przez urzędową dżunglę z gładką twarzą i brakiem emocji.
Czyli jak android w sukience.
Kobiety pytają mnie często: „czego mam się spodziewać?”.
Odpowiadam: niczego. I wszystkiego.
Bo rozprawa rozwodowa to ceremonia przejścia. Tyle że bez rytuałów oczyszczających.
Sąd nie da ci absolucji. Co najwyżej – wyrok.
Ale możesz przynajmniej wejść tam przygotowana.
Bo wiedza to nie moc. To tarcza.
Nie ochroni cię przed byłym, ale przed wstydem, że mogłaś powiedzieć coś inaczej.
Zresztą, w tej historii nie chodzi o niego.
On już jest przeszłością.
Tu chodzi o ciebie – i o twoją przyszłość, która właśnie stoi w korytarzu, trzymając w ręku teczkę z napisem: Akta osobiste.