Przejdź do głównej treści

Rozparagrafowani

Rzucę pracę i będę płacić niższe alimenty.

Rzucę pracę i będę płacić niższe alimenty. Genialny plan?

Plan wydaje się prosty.

Mam alimenty. Zarabiam 12.000 zł. Alimenty są wysokie.

Co zrobić?

Zmienić pracę. Najlepiej na taką za 6.000 zł. Potem pójść do sądu, pokazać zaświadczenie o nowych zarobkach i powiedzieć:

„Wysoki Sądzie, moja sytuacja finansowa bardzo się pogorszyła. Proszę obniżyć alimenty”.

Genialne?

Niekoniecznie.

Bo sąd może zadać jedno bardzo niewygodne pytanie:

A dlaczego właściwie zaczął Pan zarabiać mniej?

I wtedy może się okazać, że cała misterna konstrukcja właśnie się rozsypała.

Sąd nie patrzy tylko na to, co wpływa na konto

W sprawach o alimenty bardzo często słyszymy:

„Ale przecież tyle właśnie zarabiam”.

To prawda. Tyle zarabiasz.

Tylko że dla sądu nie zawsze jest to najważniejsze.

Przy ustalaniu alimentów bierze się pod uwagę nie tylko rzeczywiste dochody rodzica, ale również jego możliwości zarobkowe i majątkowe.

A pomiędzy jednym a drugim może być ogromna różnica.

Jeżeli ktoś ma 45 lat, wyższe wykształcenie, konkretny zawód, kilkanaście lat doświadczenia i przez ostatnie lata zarabiał 15.000 zł miesięcznie, to fakt, że dzisiaj pracuje za 5.000 zł, nie musi oznaczać, że jego możliwości zarobkowe wynoszą właśnie 5.000 zł.

Najpierw trzeba ustalić, co się wydarzyło z pozostałymi 10.000 zł.

I właśnie tutaj pojawia się art. 136 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego

To jeden z tych przepisów, o których osoby zobowiązane do alimentów zdecydowanie powinny wiedzieć przed podjęciem radykalnych decyzji zawodowych.

Jeżeli w ciągu trzech lat przed sądowym dochodzeniem alimentów osoba zobowiązana do ich płacenia bez ważnego powodu zrezygnowała z zatrudnienia albo zmieniła je na mniej zyskowne, sąd nie uwzględnia wynikającej z tego zmiany przy ustalaniu zakresu alimentów.

Czyli mówiąc po ludzku:

jeżeli sam zdecydowałeś, że będziesz zarabiał mniej, nie oznacza to automatycznie, że Twoje dziecko również ma dostać mniej.

„Nie chcę już tyle pracować”

Oczywiście można nie chcieć.

Można mieć dość korporacji. Można marzyć o spokojniejszej pracy. Można chcieć zmienić branżę, otworzyć własną działalność albo zrealizować plan, który od dziesięciu lat leżał w szufladzie.

Tyle że posiadanie dziecka oznacza również obowiązki finansowe.

I właśnie dlatego sąd może badać, czy decyzja o zmniejszeniu dochodów miała ważny powód.

Bo zupełnie inaczej wygląda sytuacja osoby, która straciła pracę wskutek likwidacji stanowiska albo ze względów zdrowotnych nie może już wykonywać dotychczasowego zawodu.

A zupełnie inaczej sytuacja kogoś, kto mówi:

„Mogłem dalej zarabiać 12.000 zł, ale uznałem, że wolę pracować trzy dni w tygodniu”.

To jest oczywiście jego decyzja.

Tylko niekoniecznie decyzja, za którą finansowo ma zapłacić dziecko.

Pół etatu też nie zawsze załatwi sprawę

Podobny problem pojawia się wtedy, gdy rodzic ogranicza wymiar czasu pracy.

Do tej pory pracował na cały etat. Teraz pracuje na pół.

Zarabiał 8.000 zł. Zarabia 4.000 zł.

I pojawia się argument:

„Przecież więcej nie mam”.

Tylko dlaczego pracujesz na pół etatu?

Jeżeli istnieje ku temu rzeczywisty i uzasadniony powód – to jedna sytuacja.

Jeżeli natomiast zdrowa, zdolna do pracy osoba świadomie ogranicza zatrudnienie, chociaż może nadal pracować w pełnym wymiarze, sąd może dojść do wniosku, że jej możliwości zarobkowe są wyższe niż aktualna pensja.

To samo dotyczy majątku

Art. 136 k.r.o. nie dotyczy wyłącznie pracy.

Przepis obejmuje również sytuację, w której osoba zobowiązana do alimentów bez ważnego powodu zrzeka się prawa majątkowego albo w inny sposób doprowadza do jego utraty.

Mechanizm jest dokładnie ten sam.

Nie można celowo pogorszyć swojej sytuacji majątkowej, a następnie powiedzieć:

„No cóż. Teraz już nie mam z czego płacić”.

Prawo alimentacyjne nie jest aż tak bezradne.

Sąd może zainteresować się tym, co robiłeś przez ostatnie trzy lata

I to jest szczególnie istotne.

Art. 136 k.r.o. mówi o okresie trzech lat przed sądowym dochodzeniem świadczeń alimentacyjnych.

Dlatego sprawa o alimenty nie zawsze zaczyna się od pytania:

„Ile zarabia Pan obecnie?”

Czasami zaczyna się od zupełnie innych pytań.

Gdzie pracował Pan wcześniej?

Ile Pan tam zarabiał?

Dlaczego Pan odszedł?

Kto wypowiedział umowę?

Czy zaproponowano Panu dalsze zatrudnienie?

Dlaczego zmienił Pan stanowisko na gorzej płatne?

Dlaczego ograniczył Pan etat?

Jakie ma Pan wykształcenie i doświadczenie?

Czy próbował Pan znaleźć pracę odpowiadającą swoim kwalifikacjom?

I nagle okazuje się, że aktualne zaświadczenie o zarobkach jest tylko jednym z wielu dowodów.

Oczywiście życie nie zawsze układa się zgodnie z planem

Trzeba powiedzieć wyraźnie: niższe zarobki nie oznaczają automatycznie, że ktoś próbuje uniknąć alimentów.

Ludzie tracą pracę. Chorują. Firmy upadają. Stanowiska są likwidowane. Zmienia się sytuacja na rynku. Czasami człowiek zwyczajnie nie jest już w stanie osiągać dochodów, które osiągał kilka lat wcześniej.

Dlatego każdą sytuację trzeba oceniać indywidualnie.

Kluczowe są jednak dwa pytania:

Dlaczego dochody spadły?

i

Czy osoba zobowiązana rzeczywiście nie może zarabiać więcej, czy tylko zdecydowała, że nie chce?

„Nie zarabiam więcej” to nie to samo co „nie mogę zarabiać więcej”

I właściwie cały art. 136 k.r.o. można sprowadzić do tego jednego zdania.

Jeżeli więc ktoś przychodzi do sądu i mówi:

„Proszę obniżyć alimenty, bo kiedyś zarabiałem 12.000 zł, a teraz tylko 6.000 zł”,

to nie oznacza jeszcze, że alimenty zostaną obniżone.

Sąd może bowiem odpowiedzieć:

„Dobrze. To teraz proszę wyjaśnić, dlaczego zarabia Pan tylko 6.000 zł”.

I czasami właśnie odpowiedź na to pytanie rozstrzyga całą sprawę.

Bo można stracić możliwość zarabiania.

Można też po prostu z niej zrezygnować.

A z punktu widzenia alimentów to dwie zupełnie różne sytuacje.