Pytania na sprawie o alimenty nie dotyczą przeczuć, intuicji ani zapewnień, że „robisz wszystko, co możesz”. Sąd nie pyta o emocje, bo sala rozpraw nie jest gabinetem terapeutycznym. Tu nie liczą się krzywe uśmiechy, milczenie w nadziei, że „może samo przejdzie”, ani wzruszające opowieści o tym, jak bardzo kochasz swoje dziecko. Miłość jest oczywistością – nikt nie dostaje punktów za tlen.
Liczą się konkrety. Liczby, fakty, rachunki, faktury, realne potrzeby dziecka i cała praktyka codziennej opieki. Liczy się to, jak wygląda życie twojego dziecka wtedy, gdy zamkną się drzwi sali rozpraw, a rodzinny album zastąpi plik dokumentów przedstawiających zwykłą codzienność.
Właśnie w tym miejscu większość rodziców wpada w przepaść między emocjami a dowodami. Bo pytania zadawane przez sąd nie są przypadkowe. Sędzia bada, analizuje i dopytuje. Czasem boleśnie precyzyjnie – tak precyzyjnie, jakby rozbierał codzienność dziecka na części pierwsze.
Wielu rodziców wchodzi do sądu przekonanych, że „przecież wiedzą, co powiedzieć”. To ich życie, ich dziecko, ich rzeczywistość. A jednak pierwsze pytanie sędziego potrafi wypuścić powietrze z człowieka jak szpilka z balonu: pewność znika, zostaje stres, ściśnięte gardło i myśl „dlaczego tego nie powiedziałam?”.
Bo sąd pyta o rzeczy oczywiste. Tak oczywiste, że człowiek nigdy nie wypowiada ich na głos.
Kto odprowadza dziecko do szkoły?
Kto pilnuje leków?
Kto umawia wizyty i prowadzi kalendarz?
Dlaczego trzeba było kupić nowe spodnie?
Co z terapią?
Jaki jest koszt zimowych butów?
Ile razy ojciec faktycznie pojechał z dzieckiem do lekarza, a ile razy tylko napisał sms-a „daj znać, jak będzie po”?
Sala sądowa nie wybacza amnezji.
Nie nagradza improwizacji.
Nie toleruje chaosu, który w domu jest zupełnie normalny.
Na sprawie wszystko staje się dowodem: twoje słowa, kalendarz, potwierdzenia przelewów, koszty świetlicy, godzina zakończenia zajęć z angielskiego. Nawet to, czy druga strona nie próbuje przypadkiem „zmniejszyć dochodu”, nagle zostając finansowym minimalistą, którego nie stać na podstawowe potrzeby własnego dziecka.
I w tym wszystkim jesteś ty. Matka, która w sądowej rzeczywistości musi ułożyć siebie i swoją codzienność w jedną spójną, klarowną opowieść o opiece. Nie wystarczy powiedzieć „ja wszystko robię”. Trzeba pokazać co, kiedy, jak często i za ile.
Właśnie dlatego przygotowałam listę 45 pytań na sprawie o alimenty, które naprawdę padają. Nie jako metafora. Rzeczywiście padają. W Warszawie, Toruniu, Rzeszowie, w dużych miastach i małych miasteczkach. U sędziów młodych, doświadczonych, surowych i tych bardziej wyrozumiałych. Pytają – bo to ich praca. Bo muszą ustalić stan faktyczny, a nie emocjonalny.
I wtedy wychodzi prawda.
Nie deklaracje, nie obietnice, nie piękne słowa.
Tylko to, co się naprawdę dzieje: kto gotuje, kto pierze, kto pilnuje zdrowia, kto faktycznie płaci rachunki, a kto gra na czas.
Ta lista nie jest wiedzą tajemną. To zestaw luster ustawionych tak, żeby odbić prawdę o rodzicielstwie – tej praktycznej, nie tej z mediów społecznościowych. Bo w sądzie nie liczy się, jak wyglądasz na zdjęciu z wakacji, ale czy masz fakturypotwierdzające wydatki na leczenie, zajęcia, buty, jedzenie, dojazdy i całą zwykłą codzienność dziecka.
Możesz wejść na salę z duszą na ramieniu, licząc, że „może jakoś pójdzie”.
Albo możesz wejść przygotowana – naprawdę, nie improwizując. Z wiedzą, jakie pytania na sprawie o alimenty padną, jak odpowiadać rzeczowo, co powiedzieć, a czego unikać. I co warto mieć przy sobie, żeby ten jeden dzień w życiu twojego dziecka nie został zmarnowany przez stres i milczenie tam, gdzie powinny być fakty.
Pełną listę znajdziesz w sklepie.
Wejdź pewnie. Jak ktoś, kto wie, że prawda nie boi się światła – bo jest udokumentowana.
Jeśli chcesz dowiedzieć się czegoś więcej na temat podwyższenia alimentów posłuchaj naszych podcastów: Zanim złożymy pozew o alimenty oraz Masz za niskie alimenty? Posłuchaj co możesz zrobić.